sobota, 3 października 2009

Likier malinowy


Nadchodzą zimne dni, jesienne noce. Nadchodzą przeziębienia i zakatarzone nosy, drastycznie wzrasta sprzedaż chusteczek higienicznych i środków na przeziębienia.
A ja jesieni się nie boję. Przyznam się nawet że wręcz przeciwnie - uwielbiam otulać się ciepłą chustą i tańczyć z wiatrem, jesienne gonić liście.
"Jak tańczy, jak tańczy królewna
jesienną wietrzną porą
pośród klonów i brzóz
pośród jaworów..."
Zawsze byłam taka trochę panna z mokrą głową (oczywiście w przenośni, bo na wiatr z mokrą głową nie wybiegam) i zamiast upałów które mnie okrutnie męczą wolę po stokroć jesienną aurę. A zwłaszcza poranne mgły. No i takie ot "lekarstwa" na jesienną słotę :)
Likier malinowy
1,5 kg malin, 1 kg cukru, 1 l spirytusu 96 procentowego
Owoce wsypać do słoika, wygnieść, zasypać cukrem. Pozostawić w ciemnym miejscu na 2 dni, co jakiś czas potrząsając. Wlać spirytus i ponownie wymieszać. Po trzech dniach przecedzić przez gęste sito i przez filtr do kawy. Pozostawić na tydzień i jeszcze raz dokładnie przesączyć. Rozlać do butelek. I właściwie powinno się nie otwierać przez pół roku, ale...
Tak wrócić z jesiennego spaceru , zanurzyć się w ciepły kocyk i delektować kieliszkiem pachnącego latem lekarstwa...
Można w ten sam sposób zrobić likier z jeżyn - lecz ja tego lata nie zdążyłam na jeżyny. Za to maliny.... maliny długo jeszcze u mnie będą :)


2 komentarze:

majana pisze...

Lubię te Twoje przepisy na likierki!:) Taki malinowy to musi być coś wspaniałego:)
Pozdrawiam CIę:)

damqelle pisze...

Pewnie że wspaniałe. I pachnie latem :) Do tego zdrowe - mimo że na alkoholu ;)