
Widziałam gdzieś przelotem że jest tydzień naleśnikowy, a raczej jego ostatni dzień dzisiaj. Ojej, tak chciałabym wystąpić w jakiejś blogowej zabawie. Niestety zaraz po napisaniu tego posta muszę wrócić pod kołderkę - bo nie czuję się najlepiej. Cały maj jestem pod wpływem jakiejś paskudnej anginy i wyjść z tego nie mogę pomimo słuchania zaleceń lekarza - którego zazwyczaj nie słucham, gdyż w domu tyle zawsze jest do zrobienia. Tym razem mnie uziemiło na dobre, leżę plackiem przysłowiowym. Może właśnie placek mi pomoże? Ale tym razem to nie będzie taki zwyczajny placek...
dziki bez przedstawiałam już w zielniku - to bardzo zdrowa roślina. I ma takie również niecodzienne zastosowanie, gdyż można z jej kwiatów zrobić placki. w tym celu należy zerwać kilka ładnych, kwitnących baldachów bzu lekarskiego ( łatwo trafić po intensywnym zapachu)
i umyć bardzo starannie. Można wypłukać w wodzie z octem. Odsączyć. Przygotować ciasto naleśnikowe z dwu jajek, mleka i mąki, oraz 2 łyżeczek cukru. W cieście maczać baldachy i kłaść na rozgrzany tłuszcz. Obsmażać z obu stron i od razu podawać posypane cukrem pudrem.
Ja się przyznam że przestraszyłam się tych baldachów całych i oskubałam je z kwiatów które wsypałam do ciasta. Efekt - kwiatowy murowany :)