poniedziałek, 1 marca 2010

Róże z kaszy


Z kaszą to jesteśmy za pan brat. Nie wyobrażam sobie by w domu zabrakło kaszy manny. To byłaby tragedia w kilku aktach, bądź w jednej odsłonie. Zamiłowanie do tego rodzaju kaszy nasza córka odziedziczyła po mamie (czyli po mnie) jak i do budyni, zup mlecznych, serków, jogurtów ioraz koktajli. Przyznam się, że za dziecka kaszkę jadłam tylko w jednej postaci - polaną masłem i posypaną cukrem. A kaszę można przyrządzić wszak na wiele sposobów, również jako dodatek do zup. My jednak stanowczo wolimy na słodko. A moja dzisiejsza propozycja kusi słodyczą na sam widok.

Róże z kaszy
1 szklanka kaszy manny, 3 łyżki masła, 1 szklanka wody, 2 szklanki mleka, 3 łyżki cukru, 1 łyżka rodzynek, 2 łyżki posiekanej skórki pomarańczowej, 3 łyżki miodu

Kaszę wsypać do rondelka z wodą, dodać dwie szklanki mleka i dobrze wymieszać. Gotować na małym ogniu by uniknąć przypalenia. Gdy kasza zgęstnieje zdjąć z ognia i ostudzić. Masło utrzeć z cukrem oraz ugotowaną kaszą, dodać rodzynki i skórkę. Wymieszać. Foremkę, naczynie żaroodporne lub jak w moim przypadku formę na babeczki natłuścić i włożyć masę z kaszy. posmarować miodem i zapiekać pod przykryciem w tp. 150 około 20 minut.

Czyż nie są słodkie?


4 komentarze:

asiejka pisze...

cudne te róże
i ja lubię manną kaszę..

majana pisze...

Piękne! I to naprawdę róże, super!
Pozdrawiam:)

damqelle pisze...

też mi się podoba taki pomysł na wciskanie dzieciom kaszy :) W ten sposób wygląda i smakuje o wiele bardziej atrakcyjnie niż bryja na talerzu,co nie?
Pozdrawiam

Patka pisze...

U mnie nikt kaszy nie jada. Pewnie nawet nie zauwazylabym gdyby zabraklo jej na sklepowych polkach. A kwiaty z kaszy wyglądaja uroczo :)